9 czerwca 2014
  • 634
by misza

Rozmowa z Tomaszem Mazurem, pięściarzem, wychowankiem Czarnych, który przechodzi na zawodowstwo.– Skąd pomysł na przejście na zawodowstwo?

– Już od dawna starałem się złapać jakieś kontakty w Polsce. Wiadomo, boks amatorski coraz gorzej sobie radzi. Nie ma z tego żadnych dochodów. Szukałem kontaktów, bardzo pomagał mi w tym Dariusz Michalczewski. On prawdopodob­nie zainteresował Dariusza Snarskiego z Białegostoku, promotora. Dostałem telefon i pojechałem na sprawdzian. Pokazałem się z dobrej strony i postanowiliśmy, że podejmę tę współpracę. 
 

– Na ile podpisałeś kontrakt? 

– To jest umowa na pięć lat. 
 

– Jak się dokładnie nazywa twój nowy klub? 

– Boxing Team, a praktycznie od niedawna Wschodzący Białystok Boxing Team. 
 

– Kiedy więc pierwsza walka?

– Już znam termin. Odbędzie się 15 czerwca, na Gali w Piątnicy koło Łomży. Będzie transmitowana, a więc to już duży plus. Łatwiej znaleźć sponsorów i myślę, że będzie dobrze. 
 

– Znasz pierwszego rywala?

– Jeszcze nie. Na początek myślę, że nie będzie to wymagający przeciwnik, ale nie będzie bardzo lekko. Tak jak znam te gale organizowane przez Snarskiego, to nie daje łatwych przeciwników. Daje takich, w których walki są ciekawe. No i trzeba je wygrywać. 
 

Poszukiwania grupy zawodowej nie ograniczały się do Polski?

– Tak. Dariusz Michalczewski szukał kontaktów także w Niemczech. Pojechałem tam na testy, miałem dwa sparingi. Miałem pojechać drugi raz. Ale wreszcie kontakt się urwał i nie wyszła ta ścieżka. Cieszę się, że wyszło więc to w Białymstoku. 
 

– Ty jesteś typem technika, a zawodowstwo szuka fighterów, pięściarzy efektownych, robiących show. Jak sobie z tym poradzisz?

– Wzmocnię się fizycznie i przestawię swój styl boksowania na zawodowy. Myślę, że bardzo mi pomoże moje doświadczenie amatorskie plus nowe wskazówki od trenerów mojej grupy.
Mam wrażenie, że będzie dobrze. 
 

– Jak będzie to wyglądało organizacyjnie. Przenosisz się do Białegostoku?

– Większość rzeczy będę robił w Słupsku. Do Białegostoku będę dojeżdżał na sparingi czy obozy organizowane przed poszczególnymi galami. 
 

– Chyba byłeś już zmęczony tym swoim stanem wśród amatorów. Co miałeś zdobyć, zdobyłeś, niewiadomo było, w którą stronę pójść dalej. 

– W Polsce osiągnąłem już wszystko. Na arenach międzynarodowych nie udawało się, więc nie było sensu brnąć w to dalej. Zacząłem tracić motywację, co mogę zrobić dalej w boksie amatorskim. To zawodowstwo to było wyzwanie, wejście na taki wyższy poziom sportowy, mentalny. Podejmuję je i robię krok do przodu.
 

– Nie każdy może być jednak zawodowcem. 

– Ja od dawna o tym myślałem. To jest popularniejsze, to się ogląda w telewizji. To ma swoich kibiców. Ciagnęło mnie do tego. Każdy amator, kiedy osiągnie jakiś poziom myśli o tym. Tam są jakieś perspektywy. 
 

– Przemek Runowski był pierwszym słupskim pięściarzem, który przeszedł rok temu na zawodowstwo. To dało ci impuls? 

– Cieszyłem się z tego. Pomyślałem, że od nas z klubu mogą wychodzić tacy zawodnicy. Nie tylko ja, ale i inni. 
 

– Był moment, że zacząłeś realizować się jako trener. 

– Dwa razy w tygodniu będę prowadził treningi dla dorosłych. Na razie praca z młodymi zawodnikami – to odkładam. Na to jeszcze jest czas. Nie ciągnie mnie do tego. Może w przyszłości się tym zajmę. Uprawnienia już mam, ale to jeszcze poczeka. 
 

Rozmawiał Rafał Szymański
 

http://www.gp24.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=%2F20140515%2FSPORTYWALKI%2F140519870